''Byłem u niej w sobotę. Wypiła ostatnią kawę, zapaliła ostatniego papierosa'' Joanna Mąkosa 2/2/2012 12:00:00 AM Zródło: www.gazetapl.com

 ''Byłem u niej w sobotę. Wypiła ostatnią kawę, zapaliła ostatniego papierosa''




Joanna Mąkosa 2012-02-02, ostatnia aktualizacja 2012-02-02 12:49:21.0

W fotelu, z kawą i papierosem. Tak ją zapamiętał. Michał Rusinek, sekretarz Wisławy Szymborskiej spędził z noblistką ostatnich piętnaście lat. Zapytaliśmy go o wspomnienia, uciekanie przed blaskiem i nowy tomik, który ma się ukazać.





Joanna Mąkosa: 15 lat z Wisławą Szymborską. Czy oswaja się Pan już z myślą, że jej nie ma?

Michał Rusinek: Postanowiłem zaangażować się w sprawy administracyjne, żeby przez chwilę jeszcze nic nie czuć i nie zastanawiać się nad tym, co się stało. Mój największy problem ma charakter gramatyczny, a mianowicie jak używać czasu przeszłego wobec takiej osoby, której nie potrafiłem nawet nazwać nigdy starszą panią, mimo że, jako jej sekretarz, znałem przecież jej pesel. Zawsze wydawała mi się osobą pozbawioną wieku, pod wieloma względami młodszą ode mnie. Tym bardziej jej odejście wydaje mi się skandalem metafizycznym.

Długo chorowała, ale chyba nie dało się do końca przygotować na jej odejście?

- Wszystko wokół niej było tak zorganizowane, żeby to się odbyło po cichu i z zachowaniem jak największego taktu. Żeby miała komfort bycia w domu. To było najważniejsze, że umarła w swoim pokoju, w swoim łóżku, we śnie, tak jak wszyscy byśmy sobie życzyli, żeby to się odbyło. Jeszcze w sobotę byłem u niej, tak jak zwykle, z korespondencją, którą zawsze jej czytałem. Zażyczyła sobie, mimo że była bardzo słaba, żeby pielęgniarka posadziła ją w fotelu, bo przecież przyjmuje gościa. Zapaliła ostatniego papierosa, wypiła ostatnią kawę i rozmawialiśmy o zwykłych rzeczach, nie poetyckich.

Do końca pracowała nad nowymi wierszami i może zabrzmi to patetycznie, ale mam nadzieję, że ten problem gramatyczny, problem czasu przeszłego, złagodzi fakt, że w tym roku ukaże się tomik jej wierszy. Żartowała, że powinien mieć tytuł "Wystarczy". Ona jeszcze się z tych wierszy do nas odezwie.

Takie wspomnienie Pan o niej zachował, z papierosem, kawą w fotelu?

Oczywiście. I wielkiej damy, która nie pozwalała na to, żeby ją odwiedzano i widziano w chorobie. Zawsze tak było. W chwilach słabości nie dopuszczała nikogo do siebie. Nawet wymyśliliśmy wspólnie taką odpowiedź: kiedy ktoś chciał ją fotografować, mówiła: "Jak tylko będę młodsza".

Zawsze była skromna, kamery i flesze ją onieśmielały.

To prawda, ale zawsze jak słyszę słowo "skromna" od razu widzę jej oburzenie. Uważała, że skromność jest oczywistością, a nie cnotą. Chroniła też bardzo swoją prywatność. Bardzo wiele ludziom dawała. Ludzie by ją zjedli, gdyby pojawiała się za często.

Pan często był takim buforem, bezpiecznikiem.

Tak. Ale tak naprawdę poczułem, że moja rola ma sens, kiedy po Noblu dała mi dwa pierwsze wiersze. Faulkner powiedział, że Nobel to "pocałunek śmierci", wielka presja i trudno później pisać. Pani Wisławie milczenie zajęło aż dwa lata. Ale sprytnie z tego wybrnęła. Od razu dała mi do przepisania dwa wiersze, bo powiedziała, że krytycy będą mogli rozłożyć krytykę na dwa.

Miała też ogromny dystans do siebie, poczucie humoru.

Uważała, że prawdziwa ironia idzie w parze z autoironią. To był ten kokon, który ją chronił - ironia i poczucie humoru. Obracając coś w żart, nie mówimy tego wprost. To ją chroniło.

O czym są jej ostatnie wiersze?

Specyfika jej poezji polegała na tym, że zawsze wracała do tych samych tematów. Nie ma ich tak wiele, co często było zarzutem krytyków, ale myślę, że chybionym. Za każdym razem mówiła trochę inaczej, patrząc z innego kąta. Jeden z tych nowych wierszy, który nosi tytuł "Lustro" jest wspomnieniem ze zniszczonej po wojnie Warszawy. Ten temat wrócił do niej teraz, w ostatnim czasie. Ale więcej nie zdradzę. Poczekajmy.