Michele Bachmann   

 

Ucieczka od wolności i Sztuka życia

 

Generalnie wszyscy zgodnie przyznają, że wolność to jedna z tych wartości, bez której nie mogliby żyć.  Powszechne jest wręcz przekonanie, że dla obrony, czy przywrócenia wolności powinno się, a nawet trzeba oddać życie – mało tego, mamy niezliczoną ilość przykładów w historii świata, które jednoznacznie potwierdzają fakt, iż dla wolności ludzie byli i są gotowi umrzeć.

Czy jednak naprawdę tak się właśnie sprawy z wolnością mają?

Czy przypadkiem nie mamy do czynienia z elitarnym fenomenem garstki szaleńców, którym na sercu i w głowie rzeczywiście leżą takie wartości jak wolność, a reszcie jest dokładnie wszytko jedno, a nawet, jak mówiono swego czasu - wręcz przeciwnie, nic im nigdzie nie leży – bo wolność jest zjawiskiem czy też kategorią niewygodną i na dłuższą metę niesłychanie męczącą.

Czy przysłowiowa, czy wręcz sloganowa „walka za wolność waszą i naszą” nie jest mitem li tylko i złudzeniem, bo w istocie skazuje wszystkich innych na męczarnię „użerania” się z nią na co dzień, a o ileż życie dla większości byłoby łatwiejsze i prostsze, gdyby wolni nie byli. 

 

Nie znaczy to rzecz jasna natychmiastowego popadania w niewolnictwo kajdan i mroczną wilgotność więzień różnych cytadel i Bastylii. Powszechna ucieczka od wolności przejawia się bowiem przede wszystkim w głęboko ludzkiej niechęci do brania na siebie odpowiedzialności za swoje decyzje i postanowienia. Po co ponosić odpowiedzialność, jeśli można ją zrzucić na kogoś innego, nawet jeśli ten inny jest tak zwanym „decydentem” czy to w wersji ciemiężyciela, najeźdźcy, okupanta czy też wybranego przez nas i akceptowanego przez większość populacji polityka, wodza, a nawet jakiegoś tyrana czy innego generała.

Zawsze przecież można powiedzieć, że to jego wina, jego decyzja i jego sprawa czy sprawka, a my nie mamy z tym nic wspólnego. Możemy nawet skazać się zupełnie i kompletnie na komfort braku krytycznego myślenia i podejmowania decyzji kupując i czytając na przykład tylko i wyłącznie te książki, które mają „imprimatur” -  dosłownie i w przenośni.

 

Ostatnio pojawił się w New Yorkerze artykuł o Michele Bachmann, w którym autor cytując kandydatkę do fotela prezydenckiego w najbliższych wyborach, pisze:

 

„Bachmann told me, It was very helpful to join the prayer group. That’s when I gave my life over to God, and it was a life-changing experience for me to recognize that I wanted him to be in control of my life rather than me being in control of my life.”

(Bachmann powiedziała, że uczestnictwo w grupie modlitewnej było niezwykle pomocnym doświadczeniem. Kiedy poświęciłam swe życie Bogu, zostało one kompletnie zmienione, kiedy uświadomiłam sobie, że to ja chciałam, żeby Bóg kierował moim życiem, a nie bym to ja miała nad tymże życiem kontrolę).

 

Bachmann nie jest wyjątkiem i to nie ona pierwsza odkryła, jak wygodnie jest obarczyć odpowiedzialnością za swoje życiowe wybory samego pana Boga, jakkolwiek nie jest w jej wypadku jasne, jak będzie z odpowiedzialnością za jej decyzje, gdyby została, co nie daj Boże, prezydentem USA. Czy będziemy wtedy musieli prosić o ich wyjaśnienie papieża, czy może innego religijnego przywódcę?

Zygmunt Bauman pisze w „Sztuce życia”, iż ten model obciążenia Boga odpowiedzialnością za decyzje rządzących sięga co najmniej średniowiecza i j jest przeniesieniem boskiej obecności w ówczesnej kulturze, na współczesny świat polityki i polityków, którzy chcieliby mieć kompetencje równe Bogu po to, by kompletnie podporządkować sobie rządzonych (koncept Emile Durkheima).

 

Cokolwiek by jednak o wolności mówić, a w szczególności o uciekaniu od niej nie tylko z powodu czystego wygodnictwa, ale przede wszystkim z niechęci do ponoszenia odpowiedzialności za dokonywanie wyborów, nie można nie przytoczyć fragmentu z absolutnie genialnego i prawie kultowego już dzieła Ericha Fromma „Ucieczka od wolności”. Autor pisze we wstępie:

 

„Teza tej książki głosi, że człowiek współczesny, uwolniony od więzów pre-indywidualistycznego społeczeństwa, które zapewniając mu bezpieczeństwo ograniczało go zarazem, nie zyskał wolności w sensie pozytywnego urzeczywistnienia swego indywidualnego "ja" - a więc ekspresji swych intelektualnych, uczuciowych i zmysłowych możliwości. Wolność, mimo że przyniosła mu niezależność i władzę rozumu, uczyniła go samotnym, a przez to lękliwym i bezsilnym.

Owa izolacja jest nie do zniesienia i ma on do wyboru albo ucieczkę przed brzemieniem wolności ku nowym zależnościom i podporządkowaniu, albo dążenie do pełnej realizacji wolności pozytywnej, która opiera się na jedyności i niepowtarzalności człowieka.

Jakkolwiek książka ta jest raczej diagnozą niż prognozą, raczej analizą niż rozwiązaniem - wnioski, jakie z niej wynikają, mogą mieć wpływ na nasze dalsze działania.

Zrozumienie bowiem przyczyn totalnej ucieczki od wolności stanowić musi punkt wyjścia wszelkiej akcji zmierzającej do zwycięstwa nad siłami totalitaryzmu”.

 

A siły te mogą mieć przecież różne twarze i nazwy i to bez względu na to, czy będziemy je zwać herbacianymi czy kawowymi, krajowymi czy obcymi. Tak czy owak, nie można z nimi prowadzić żadnej dyskusji, bo one/oni wiedzą wszystko najlepiej choćby dlatego, że są przecież w bezpośrednim kontakcie z Panem Bogiem. Może więc nie uciekajmy od wolności, ale przyjmijmy kierunek ku niej, bez względu na niewygodę odpowiedzialności jaka na nas musi w związku z tym spoczywać – może to jednak lepsza i sensowniejsza opcja niż rozmawianie z Panem Bogiem z perspektywy niewolnika.

 

Źródła:

Leap of Faith - The making of a Republican front-runner, Ryan Lizza, New Yorker, August 15, 2011.

Sztuka życia, Zygmunt Bauman, WL , 2009

Ucieczka od wolności, Erich Fromm, Czytelnik, 2005