Barbara Engelking

„Jest taki piękny, słoneczny dzień...” (fragmenty ze stron: 234, 235, 258)

 

[…] Co działo się dalej – wiemy z dokumentów procesowych, zeznań oskarżonych i świadków:

Jankiel uciekł, jego żona Ruchla i ośmioletni Symcha-Lejb zastali postrzeleni. Dziecko zginęło na miejscu, kobieta była ciężko ranna. Maciak był pijany, Suchodolski był granatowym policjantem. To Maciak nakłonił Suchodolskiego do zabójstwa, „spodziewając się znaleźć u Mendelsonów dużej wartości kosztowności”.

Kazimierz Maciak przyznał się do winy i zeznawał na przesłuchaniu 5 maja 1947 r., że w dzień świąteczny po kościele (18 lipca 1943 r. była niedziela) udał się do sąsiada celem kupna zboża, wypili ćwierć litra spirytusu, po dwóch godzinach poszedł do innego sąsiada, gdzie wypili „3/4 litra wódki w 9 osobników”.

U kolejnego sąsiada (nie pamięta ile tam wypił) spotkał „granatowego policjanta Suchodolskiego i razem z nim poszli do Banasiuka w celu zabicia Janklów”. Weszli do stodoły,  Suchodolski zabił strzałem synka Jankiela, potem drugim strzałem ranił jego żonę.

„Po czym Suchodolski Franciszek zgwałcił ją pierwszy, a ja byłem drugi, zaś gospodarz Banasiuk był w podwórku. Ja się załatwiłem z nią i ponieważ żydówka ta już prawie nic nie mówiła, wyszedłem ze stodoły, a Banasiuk i Suchodolski weszli i […] Banasiuk oddał strzał w piersi, wskutek czego nastąpiła natychmiast śmierć.

Suchodolski szukał w słomie pieniędzy, lecz nie znalazł. […] Po zamordowaniu udaliśmy się do domu”.

Zwłoki zamordowanych zakopano na polu księdza proboszcza w kolonii Seroczyn. Pierwsza rozprawa przeciwko Maciakowi (Suchodolski się ukrywał) odbyła się  27 sierpnia 1947 r.; Jankiel Mendelson nie był na niej obecny, gdyż 14 sierpnia tegoż roku wyjechał z Polski. Kazimierz Maciak został skazany na 5 lat więzienia, a na rozprawie rewizyjnej 10 maja 1948 r. podwyższono mu wyrok do 6 lat.

Franciszka Suchodolskiego aresztowano 13 czerwca 1953 r. w Olsztynie, dokąd przyjechał w 1949 roku i prowadził kiosk „Ruchu”; na rozprawie  29 grudnia 1953 r. skazano go na 7 lat więzienia (był oskarżony nie tylko o zabójstwo Mendelsonów , ale także o udział w czerwcu 1944 r. w zabójstwie rodziny Rozenbergów oraz prześladowanie Polaków.

 

Usiłowałam odnaleźć informację o dalszych losach Jankiela Mendelsona. Udało mi się jedynie dowiedzieć, że przez Paryż (wyjechała tam wcześniej jego siostra) udał się do Ameryki Południowej. Ożenił się ponownie, ale nie miał dzieci. Zmarł w 1971 r. w Brazylii.

 

***

Druga z najbardziej bodaj makabrycznych zbrodni dokonała się w lesie koło Oleśna. Leśniczy Janinas Wycech ze swoim pomocnikiem Kosiakiem wykryli w lesie schron, w którym ukrywał się nieznany z nazwiska adwokat z Brańska i jego ciężarna żona. Mężczyźni zastrzelili adwokata, lecz zabrakło im naboi, wysłali więc „Wacława Kwiatkowskiego na gajówkę po naboje […] [który] przyniósł dwa naboje”. Wówczas Kosiak załadował strzelbę i strzelił do siedzącej żydówki z odległości około 15-20 m, lecz chybił i wówczas wziął strzelbę Janusz [Janinas] Wycech i też strzelił do niej, lecz nie trafił, może dlatego, gdyż obaj byli pijani. Nie mając już naboi, żydówkę załadowali na furmankę” i zawieźli do wykopanej wcześniej jamy. Jeden ze świadków zeznał:

„kiedy włożyliśmy kobietę na furmankę, Kosiak powiedział, że może ona coś ma i zrewidowali ją, ściągając przy tem z niej spódnicę. Kobieta jeszcze żyła, ponieważ ruszała ręką i nie dawała ściągać spódnicy, ale nie mówiła nic”.

Kiedy zdejmowano ją z furmanki, „złapała się jeszcze ręką za kłonicę wozu, pozostawiając na niej odcisk krwawy całej dłoni. W ten sposób jeszcze żyjącą żydówkę wrzucono do jamy […] Po włożeniu jej do dołu i zasypianiu piachem zgarniała ona piach z twarzy ręką”.

[…]

Moim zdaniem liczba ofiar, które da się policzyć – choćby na podstawie wszystkich istniejących źródeł, z których ja analizowałam jedynie niewielką część – to zaledwie  jakiś procent rzeczywistej liczby wydanych i zamordowanych. Pracując nad tą książką, sięgnęłam do wielu źródeł. Przeanalizowałam 300 spraw sądowych, w których była mowa o 281 przypadkach denuncjacji (ofiarą tych doniesień padło 701 Żydów0, oraz o 139 mordach, w których zginęło 473 Żydów.

 

W 174 spośród 500 relacji dotyczących ukrywania się na wsi jest mowa o wydawaniu (230 przypadków, 858 ofiar) i mordowaniu (142 przypadki, 542 ofiary).

W sumie więc w 511 incydentach wydano 1559 Żydów, a w 281 mordach zabito ich 1015.

W omawianych dokumentach jest zatem mowa o 2574  wydanych i zabitych przez Polaków Żydach.